Oczywiście nie widziałam go osobiście, choć przetrząsnęłam cały teren dokładnie
. Niemniej “powietrze” przesiąknięte jest tam “jego wysokością” i rock’n’ rollem
.
Zawsze byłam fanką stylu Artilleri- mieszanki retro z lat … i sporej dawki porządnej rockabilly. Na terenie, którego właścicielką jest sama Antonia Marat też się nie nudziłam
Nie będę rozwodzić się na temat main storu, zaprojektowanego w stylu barów mlecznych, ani dwóch pozostałych sklepów, w których można kupić akcesoria i meble w stylu hipi. Zdam relację z tego, jak sama dobrze się bawiłam. A pomogą mi w tym zdjęcia
Kiepskie, ale zawsze jakieś.

Swoją wycieczkę rozpoczęłam od tego miejsca…

Potem wlazłam do pobliskiego ogrodu i ucięłam sobie krótki sunbathing przy śpiewie tych uroczych ptaszków.

potem pozwoliłam sobie na kilka zdjęć z tymi cudeńkami…cóż marzenia w sl niczym nie różnią się od rl

Zdołowana widokiem aut, na które nigdy nie będzie mnie stać pozwoliłam się…pogrzebać…

Nic mi to nie pomogło, więc klapnęłam na chwilkę, by wypić koktail…na początek wybrałam ten o dziwnej nazwie: “cheaky monkey”…i pobiegłam oglądać widoczki z “tronu” ratownika.

Nagle z mojej niczego juz nieświadomej głowy poczęły wylatywać przeraźliwie piszczące małpy!!!
Potrzebowałam jeszcze więć wróciłam do baru, zamówiłam następny koktail, tym razem “sex on the beach” i… do moich uszu zaczęły docierać odgłosy miłości…no i te usta z mojej głowy…czyżbym się naćpała?


podczas spaceru znalazłam kręgielnie…nie chciało mi się samej do niej wchodzić…wrócę tam ze znajomymi

Na kocyku było przyjemnie, choć samotnie…tym razem

A tutaj jestem w małym domku samej Antonii Marat. Bardzo tam przyjemnie…i ta deska do prasowania!
Szkoda, że nie da się jej animować.
Fantastyczne miejsce na stylowe party lub miłe popołudnie z przyjaciółmi…nie wspominając o zakupach
Link do miejsca.